Czy sąd może zmusić dziecko do kontaktów z ojcem – co mówi prawo?

Czy sąd może zmusić dziecko do kontaktów z ojcem – co mówi prawo?

Czy sąd może zmusić dziecko do kontaktów z ojcem? To pytanie pojawia się zwykle dopiero wtedy, gdy sytuacja jest już bardzo napięta: dziecko odmawia spotkań, jeden z rodziców naciska, drugi się broni, a w tle – wyroki, postanowienia i groźba komornika lub kuratora. Problem nie dotyczy więc tylko prawa, ale też lojalności dziecka, konfliktu dorosłych i granic, których system prawny nie powinien przekraczać.

Co dokładnie orzeka sąd: kontakty z ojcem czy posłuszeństwo dziecka?

Podstawowe nieporozumienie dotyczy tego, kogo prawo tak naprawdę „zmusza” do kontaktów. W polskim prawie (Kodeks rodzinny i opiekuńczy) sąd:

  • uregulowuje kontakty rodzica z dzieckiem (art. 113 i nast. k.r.o.),
  • może zagrozić i nakładać kary pieniężne na rodzica sprawującego pieczę, który kontakty utrudnia (art. 59815 i nast. k.p.c.),
  • ma obowiązek brać pod uwagę dobro dziecka oraz jego zdanie (art. 95, 113, Konwencja o prawach dziecka).

Prawo jest skonstruowane tak, że formalnie nie „zmusi” dziecka do kontaktu wprost – nie ma przepisów przewidujących sankcje dla nieletniego za odmowę spotkań. Sankcje są kierowane do dorosłego, który ma pieczę nad dzieckiem i jest odpowiedzialny za wykonanie orzeczenia sądu.

Dobro dziecka jest nadrzędne w teorii, ale w praktyce system bywa wykorzystywany do „przepychania” kontaktów na siłę – kosztem emocji dziecka i eskalacji konfliktu między rodzicami.

To napięcie między literą prawa (kontakty jako dobro dziecka) a realnym stanem dziecka (lęk, złość, odrzucenie) jest źródłem wielu dramatów w sądach rodzinnych.

Jak w praktyce wygląda „przymuszanie” do kontaktów?

Kiedy sąd orzeka kontakty (np. co drugi weekend, telefony w określone dni), zakłada, że są one dla dziecka ważne. Problem pojawia się, gdy dziecko nie chce iść do ojca, płacze, zamyka się w pokoju, odmawia rozmowy. Wtedy zwykle uruchamiane są trzy mechanizmy.

Presja prawna na rodzica, który ma pieczę

Jeśli ojciec złoży wniosek, że matka utrudnia kontakty (lub odwrotnie – rola bywa dowolna), sąd może:

  • zagrozić nakazaniem zapłaty sumy pieniężnej za każdy niewykonany kontakt,
  • a następnie tę sumę faktycznie zasądzić, jeśli do kontaktu nie dochodzi.

Teoretycznie celem jest zmotywowanie rodzica, aby nie „blokował” dziecka. Problem w tym, że sąd często musi ocenić, czy brak kontaktu wynika z:

  • realnego oporu dziecka (np. nastolatek kategorycznie odmawia),
  • czy z ukrytej lojalności wobec rodzica, który daje do zrozumienia: „jak pójdziesz, będę cierpieć”.

W praktyce presja finansowa na rodzica opiekuńczego bywa próbą pośredniego „zmuszenia” także dziecka. Rodzic myśli wtedy: „musisz iść, bo inaczej będę płacić, nie mamy na to pieniędzy”. Dziecko wchodzi w rolę odpowiedzialnego za sytuację finansową dorosłych, co jest dla niego obciążające psychicznie.

Przymus „techniczny”: kurator, policja, biegli

W skrajnych przypadkach sąd może zarządzić:

  • asystę kuratora przy wydawaniu dziecka,
  • kontakty w obecności kuratora lub innej osoby,
  • przesłuchanie dziecka, opinie biegłych psychologów (np. OZSS),
  • zawiadomienie policji, jeśli dochodzi do agresji czy bezprawnego zatrzymywania dziecka.

Na papierze wydaje się to racjonalne: kurator ma „obiektywnie” zobaczyć, co się dzieje, sprawdzić czy rodzic nie utrudnia, pomóc zrealizować kontakt. W praktyce jednak obecność obcej osoby, napięcie, konflikt między rodzicami – to wszystko dziecko zapisuje jako kolejne doświadczenie przemocy systemowej, nawet jeśli formalnie nikt go nie bije ani nie szarpie.

Sąd może wysłać kuratora, ale nie może kazać dziecku kochać, ufać ani czuć się bezpiecznie. Tych obszarów nie da się uregulować postanowieniem.

Dlatego psychologowie dziecięcy coraz częściej zwracają uwagę, że „realizacja kontaktów za wszelką cenę” nie zawsze jest tożsama z dobrem dziecka – zwłaszcza u starszych dzieci i nastolatków.

Granice prawa a głos dziecka

Prawo przewiduje, że dziecko powinno być wysłuchane, jeśli jego rozwój, stopień dojrzałości i stan zdrowia na to pozwalają. W praktyce oznacza to, że:

  • im starsze dziecko, tym więcej wagi sąd powinien przykładać do jego zdania,
  • u nastolatków (14–17 lat) odmowa kontaktu ma często decydujące znaczenie – choć nie zawsze od razu.

Jednocześnie sędziowie obawiają się zjawiska alienacji rodzicielskiej, czyli systematycznego nastawiania dziecka przeciwko drugiemu rodzicowi. To powoduje, że deklaracje dziecka są traktowane podejrzliwie: „mówi tak, bo ktoś mu to włożył do głowy”.

Kiedy odmowa dziecka powinna być „święta”, a kiedy bada się jej źródło?

W praktyce można wyróżnić kilka typowych scenariuszy:

1. Dziecko odmawia kontaktu z powodu realnej krzywdy (przemoc fizyczna, przemoc psychiczna, nadużycia, silny lęk). Tu rola sądu i biegłych powinna polegać na możliwie szybkim i rzetelnym zbadaniu sytuacji. W takich przypadkach to nie dziecko ma być przekonywane do kontaktów, ale to ojciec (lub matka – zależnie od strony) powinien przejść pracę terapeutyczną, czasem z ograniczeniem lub zawieszeniem kontaktów.

2. Dziecko odmawia kontaktu z powodu lojalności wobec drugiego rodzica. Tu sytuacja jest bardziej skomplikowana. Dziecko często ma poczucie, że kontakt z ojcem to „zdrada” matki. Sąd, widząc konflikt, może:

  • kierować rodzinę do specjalistów (mediacje, terapia rodzinna),
  • stopniować formę kontaktów – od krótszych, w obecności osób trzecich, do pełnych.

Próba „przebicia” lojalności dziecka argumentami typu „musisz, bo tak postanowił sąd” zwykle tylko umacnia jego opór.

3. Dziecko jest nastolatkiem i „po prostu nie chce”, bo ma swoje życie, znajomych, hobby, inne plany. Tu rodzi się kolejny konflikt: prawo patrzy na kontakty jako na obowiązek i prawo rodzica, a nastolatek traktuje je jak ingerencję w swoją autonomię. Sąd coraz częściej przyjmuje, że przy 16–17-latku forsowanie sztywnego grafikowego modelu kontaktów traci sens, a ważniejsze jest wypracowanie elastycznej, partnerskiej formy relacji.

Dlaczego mimo wszystko prawo „ciśnie” na kontakty?

Z perspektywy prawnej stoi za tym kilka logicznych założeń:

  • dziecko ma prawo do obojga rodziców,
  • rodzic ma prawo i obowiązek utrzymywania kontaktu z dzieckiem,
  • brak jednego rodzica w życiu dziecka zwiększa ryzyko problemów emocjonalnych, tożsamościowych, wychowawczych,
  • po rozwodzie/rozstaniu ryzyko „wymazywania” jednego rodzica jest realne.

System próbuje więc zabezpieczyć relację rodzic–dziecko przed konfliktem dorosłych. Robi to jednak narzędziami, które lepiej działają na dorosłych (grzywny, groźba ograniczenia władzy rodzicielskiej) niż na wewnętrzny świat dziecka (lęk, złość, lojalność, poczucie krzywdy).

Prawo rodzinne zakłada, że kontakt z rodzicem jest co do zasady dobrem. Psychologia pokazuje, że kontakt „za wszelką cenę” może być dla dziecka doświadczeniem przemocy emocjonalnej.

Ten rozdźwięk powoduje, że część środowiska prawniczego i psychologicznego postuluje większą elastyczność orzecznictwa: mniej schematów typu „co drugi weekend”, więcej indywidualnego podejścia i stopniowania intensywności kontaktu.

Co mogą zrobić dorośli zamiast liczyć na „twardą rękę” sądu?

Nawet najbardziej precyzyjne postanowienie sądu nie zadziała, jeśli dziecko jest emocjonalnie w stanie wojny. Warto więc spojrzeć na problem z poziomu, na którym faktycznie można coś zmienić: postawy dorosłych.

1. Zamiast pytać: „czy sąd może zmusić?”, lepiej pytać: „co sprawia, że dziecko nie chce kontaktu?” To niewygodne pytanie, bo dotyka zachowań obojga rodziców – nie tylko tego, który „walczy o kontakty”. Czasem dziecko odmawia, bo nie wytrzymuje napięcia między rodzicami, a nie dlatego, że realnie nie chce widywać ojca.

2. Mediacje i wsparcie psychologiczne – to nie jest „miękka alternatywa dla twardego sądu”, tylko często jedyny obszar, gdzie można realnie rozładować konflikt. Sąd może skierować na mediacje, ale bez autentycznej gotowości dorosłych do zmiany narracji o sobie nawzajem, dziecko nadal będzie rozrywane.

3. Elastyczność w kontaktach. Zwłaszcza przy starszych dzieciach lepiej działa model: „spotykamy się raz w tygodniu, ale dzień i forma są do dogadania”, niż sztywne weekendy, które wchodzą w kolizję z życiem nastolatka. Sądowe orzeczenie można zmienić, jeśli rodzice pokażą, że dogadują się lepiej niż to, co zapisano kilka lat wcześniej.

4. Praca nad własną rolą. Rodzic, który domaga się realizacji kontaktów, często ma poczucie bycia ofiarą systemu i drugiego rodzica. To zrozumiałe, ale dziecko widzi przede wszystkim: „czy ten rodzic umie zadbać o moje emocje, czy musi udowodnić coś dorosłym?”. Im mniej wrogości, pretensji i opowieści o sądzie podczas samego kontaktu, tym większa szansa, że dziecko zechce wrócić kolejny raz.

Podsumowanie: co naprawdę mówi prawo – i czego nie powie za nas

Polskie prawo rodzinne nie przewiduje bezpośredniego przymusu wobec dziecka w zakresie kontaktów. Sąd może:

  • uregulować kontakty z ojcem (lub matką),
  • nakładać sankcje finansowe na rodzica utrudniającego ich realizację,
  • korzystać z narzędzi takich jak kurator, opinie biegłych, wysłuchanie dziecka,
  • ograniczać lub zawieszać kontakty, jeśli dobro dziecka jest zagrożone.

Nie może jednak sprawić, by dziecko chciało kontaktu. Tu zawsze wracamy do jakości relacji, historii konfliktu, postaw dorosłych i gotowości, by zamiast „przepychać” dziecko między salą rozpraw a wejściem do klatki schodowej, odbudowywać zaufanie – powoli, czasem przy wsparciu specjalistów.

Odpowiedź na pytanie „czy sąd może zmusić dziecko do kontaktów z ojcem?” brzmi więc: formalnie – nie, pośrednio – bywa, że próbuje, ale ostatecznie to nie sąd, tylko dorośli i ich relacja z dzieckiem zdecydują, czy te kontakty będą realne, czy tylko „odhaczone” w protokole.